Początek tęczy ma swoje miejsce. Zawsze, kiedy padał ten rodzaj deszczu, a później świecił ten rodzaj słońca miałam na łące początek tęczy. Wystarczyło tylko wyjść na taras i dokładnie się przyjrzeć, by na 100% wiedzieć, gdzie się ta tęcza zaczyna. Podobno właśnie tam ukryty jest garnek złota. Biegniemy. Mokra trawa. Mokre buty, spodnie. Przecież jeszcze chwilę temu była ulewa. Teraz tylko kropi. Trzeba biec szybko, bo tęcza znika. Nie ma skarbu. Może jednak należy szukać go nie na początku, tylko na końcu tęczy? Z mojego okna widać niestety tylko początek wielobarwnego łuku… a koniec jest mniej więcej… za lasem… To chyba najwyższa matematyka, niedostępna dla mnie – humanistki… Jak obliczyć, gdzie znajduje się koniec tęczy skoro początek jest tam, gdzie rosną maki?